Aloha, drodzy czytelnicy PilsPosten!
Gdy kiedyś wędrowałam ze słoną wodą we włosach i poparzonym słońcem nosem po rozświetlonych słońcem plażach Honolulu, natknęłam się na jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń piwnych, jakie kiedykolwiek miałam. Wydarzyło się to w barze o nazwie Off The Wall Craft Beer & Wine, ukrytym w South Shore Market w dzielnicy Kaka'ako – tak zwanym self-serve taproomie, który pozwala ci być własnym barmanem! 🍻
Jak to naprawdę działa
Wyobrażasz sobie chaos w pokoju pełnym Norwegów nalewających sobie własne piwo? Co za myśl! W Off The Wall przy wejściu dostajesz kartę z mikrochipem, a naprzeciwko czeka ściana pokryta kranami – od 16 do 24 z nich, w większości lokalne hawajskie piwo rzemieślnicze, obok kilku win, cydru i nawet kombuchy. Każdy kran ma własny czujnik. Przyłoż kartę, a nalewa drinka, którego chcesz, rozliczanego za uncję, a płacisz przy wyjściu na podstawie tego, ile faktycznie wypiłeś w ciągu wieczoru – żadnej stałej stawki, żadnego zgadywania. Miłośnicy piwa mogą eksperymentować, miksować i dopasowywać, albo po prostu cieszyć się lokalnym piwem z dobrą pianą. Oferta ciągle się zmienia i mocno stawia na własne browary Hawajów – nazwy takie jak Aloha Beer Co., Island Brewing Co. i Big Island Brewhaus regularnie pojawiały się na ścianie, gdy tam byłam.
Menu, jeśli się zastanawiasz, jest bardziej południowoamerykańskie niż poke-i-plate-lunch, którego można by się spodziewać w Honolulu – empanadas, tacos z tuńczykiem ahi, skrzydełka chimichurri, załadowane frytki. Warto coś zamówić, popijając drogi wzdłuż ściany.
Czy ta sielanka mogłaby kiedykolwiek dotrzeć do norweskich fiordów?
Spijając żywe IPA i patrząc, jak fale toczy się na brzeg, pomyślałam: „Czy ta sielanka mogłaby kiedykolwiek dotrzeć do norweskich fiordów?”
Otóż, choć pomysł jest orzeźwiający (dosłownie!), wszyscy wiemy, jak surowe są norweskie przepisy alkoholowe. Wejść do baru w Oslo i nalać sobie własne piwo? Brzmi jak sen... albo dla niektórych jak koszmar. Norweska ustawa o alkoholu (alkoholloven) wymaga, by personel aktywnie monitorował i kontrolował, ile alkoholu dostaje każdy gość, częściowo, by zapobiegać nadmiernemu serwowaniu – ściana samoobsługowa, gdzie kran po prostu leje tak długo, jak karta ma środki, wymagałaby poważnego przemyślenia, albo przynajmniej systemu z twardym limitem na wizytę, by miała jakąkolwiek szansę przejść norweskie regulacje. Wyobraź sobie Kari, która próbuje napełnić kufel, ale kończy z fontanną piwa, bo nie może zakręcić kranu. Albo wujka Ronny'ego, który upiera się, że miał tylko „jeden mały kieliszek” – mimo że jego kieliszek mieści litr.
Self-pour faktycznie się rozprzestrzenia, tylko jeszcze nie tutaj
Oto sedno sprawy – Off The Wall to nie jednorazowa ciekawostka. Bary self-pour z dokładnie tym formatem karty z mikrochipem po cichu stały się własną, małą kategorią w całych Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatniej dekady, popularne właśnie dlatego, że pozwalają mniejszym lokalnym browarom umieścić swoje krany przed klientami bez konieczności zatrudniania pełnego personelu barowego do ich obsługi. To format zbudowany wokół wyboru i niskiego zaangażowania – zamów 2-uncjową próbkę czegoś dziwnego, zanim zdecydujesz się na pełny nalewek, podobnie jak przy degustacji wina.
Więc, mamy te bary „nalej-sobie-sam” jak Off The Wall na Hawajach, prawda? Jakie to wspaniałe? Ale tu pojawia się palące pytanie: czy możemy to zrobić w Norwegii? Może, z kilkoma lukami w norweskim prawie i płonącym duchem przedsiębiorczości, ktoś z was mógłby tego dokonać! Albo może po prostu zabierzemy ze sobą wspomnienia z Hawajów i będziemy marzyć o dniu, gdy sami będziemy mogli nalać sobie lager pod norweskim słońcem północy.
Do tego czasu, wznosimy toast za marzenia, przygody i piwne przeżycia, które można zdobyć tylko... off the wall! 🍺🌺
